W tango idziemy…

Po blisko ćwierć wieku, a niekiedy niektórzy znawcy twierdzą że znacznie dłużej, w roku obecnym tango argentyńskie powróciło niejako powrotem do swego miejsca narodzin, czyli do Argentyny. W tego rocznym bowiem międzynarodowym turnieju tanga, wygrała para z Argentyny właśnie, od dawien dawna tak się nie cieszono. Polscy tancerze również mieli chrapkę na ów zaszczytny tytuł, tym bardziej że od wielu lat jesteśmy jednymi z najlepszych tancerzy tanga. Ostatnimi czasy nawet, panuje swoista moda, na lekcje tanga w lokalach i klubach, nie będącymi stricte szkołami tańca, w klasycznym tego słowa rozumieniu.
Ot, idą ludzie do klubu, a tam zamawiając drinka, można jednocześnie uczyć się tego wspaniałego tańca pod okiem utytułowanych instruktorów, niekiedy międzynarodowych.
Baa, częstokroć to właśnie w klubach takich, są rozgrywane turnieje taneczne, zupełnie jak na amerykańskich filmach. Zresztą proceder ów nie dotyczy się, tylko i wyłącznie adeptów tanga argentyńskiego, ale również samby, salsy, rumby, a także nie rzadko tańców „ulicznych”.
To dobre zachowania, albowiem nawet tam gdzie narodziło się tango, to jest w Ameryce Południowej. W krajach takich jak wspomniana Argentyna właśnie, ale też Urugwaj, Paragwaj – to tam tańczono i organizowano, przed wojną turniej tanga, lokalne i na większą skalę, właśnie nigdzie indziej jak w lokalach gastronomicznych. Zabiegi takie miały korzyści obopólne, po pierwsze przyciągały klientów do danego lokalu, lokal miał reklamę, ale także szkoła miała reklamę i klientów, dzięki lokalowi. I tak się biznes kręcił, aż przyszła wojna II światowa, a po niej rock and roll. Dziś tango wraca do łask wielu ludzi, od dawien dawna bowiem wiadomo że nic tak nie zbliża ludzi, zwłaszcza dwojga jak wspólny taniec.
Tango, jest nie tylko tańcem, tango to szczególny spektakl, przepiękna gra wstępna – jak powiadają nawet niektórzy całkiem słusznie. Ludzie lgną ku sobie w dobie samotności w Internecie, dlatego tango jest ja najbardziej na miejscu.

Czar biesiady i koncertów

Idąc śladem Stanów Zjednoczonych, które od wieków mają swoją narodową muzykę country, Polska też próbowała znaleźć swój styl, w ten sposób narodziło się disco polo. Nie stało się ono jednak narodowym stylem muzycznym, a jedynie biesiadną muzyką graną na imprezach, weselach czy koncertach. Na koncerty disco polo przychodzi wciąż bardzo dużo ludzi, lubią się pobawić, pośpiewać wraz z zespołami na scenie, a także czasem potańczyć. Może to wynika z tego, że disco polo nie ma swoich klubów, gdzie możemy przyjść napić się piwa, czy dobrego drinka i posłuchać muzyki biesiadnej. Kto nie zna hitów: majteczki w kropeczki, albo ja jestem chłop z mazur. Nie usłyszymy ich na dyskotekach, ale niewątpliwie możemy przy nich świetnie się pobawić na imprezach w plenerze, koncertach, a także na większości wesel. Fakt jest taki, że przy tej muzyce wszyscy bawią się najlepiej. Prosty rytm, łatwe do zapamiętania słowa, powodują, że melodia szybko wpada w ucho, a także możemy już od refrenu śpiewać razem z zespołem.

Jadąc na urlop nad nasze polskie morze, możemy również wieczorem wyjść do przyjemnej knajpki, zjeść dobrą rybkę, napić się piwa, a przy okazji okoliczny zespół przyśpiewa nam by poprawić nastrój. Znajdzie się też kawałek parkietu, jeśli nogi już same skaczą, możemy z partnerem trochę się rozruszać i w rytm muzyki disco polo pląsać nawet do białego rana. Moc disco polo jest tak ogromna, że wypiera nawet góralską muzykę w jej rodzinnych stronach. Tam bowiem również, może nie w Zakopanem, ale w innych turystycznych miejscowościach, również w wielu knajpkach przy piwie pobawimy się w rytm: jesteś szalona, albo biała mewa. Płyty tych zespołów nie są też drogie, nie musimy więc ściągać pirackiej muzyki, a jadąc samochodem możemy uraczyć ucho przyjemnymi dźwiękami. W muzyce tej oczywiście nie odnajdziemy jakiegoś podniosłego stylu, ciężko tam szukać też jakiegoś przesłania, bądź głębszych treści. Podobnie jak muzyka country czy niemieckie szlagiery, ma po prostu bawić, rozweselać i umilać nam czas.

koncert na cztery gitary

Jeśli lubimy spokojne takty gitary, bądź nieco ostrzejsze brzmienie strun, ale w stonowanych dźwiękach poezji śpiewanej, to możemy wybrać się na kameralny koncert. Poezja śpiewana od dawna rozbrzmiewa w uszach i sercach wielu z nas. Ma łagodny, a czasem szarpaniem strun, wzburzony charakter. Niewątpliwie wszyscy pamiętają Jacka Kaczmarskiego czy wciąż koncertujące Stare Dobre Małżeństwo, albo „W domach z betonów”, w wykonaniu Martyny Jakubowicz. Jak sama nazwa wskazuje, w tym rodzaju muzyki, głównym walorem jest treść i jej przekaz. Stąd kameralne grono, przeważnie niewielkie sale koncertowe, albo domy kultury, gdzie przychodzi trochę więcej jak garstka ludzi, posłuchać, trochę się zadumać i rozmarzyć. Poezja śpiewana też ma swoje kluby. Spotkamy się tam z czarem świec, dobrym winem, czasem rustykalnym wystrojem, często też w takich klubach organizowane są koncerty live.

zasem przyjeżdżają ci znani i lubiani, ale także mamy okazję posłuchać zdolnych debiutantów, którzy wiedzą co zrobić z gitarą w ręku. Poezja śpiewana dobrze komponuje się z akustyką kościołów. To połączenie daje niesamowite doznania, dlatego czasem księża, którzy również chętnie takiej muzyki słuchają, organizują dla swoich parafian takie koncerty. Poezja śpiewana to coś więcej jak muzyka, można by powiedzieć, wsłuchując się w poszczególne teksty, że to krzyk duszy, koncert na emocje, gdzie usłyszymy śmiech, płacz, krzyk, szept, a czasem nawet milczenie. Ten rodzaj muzyki najlepiej współgra z dźwiękami gitar, a jeszcze lepiej kiedy jest dobra akustyka i zespół gra a capella. Możemy wtedy jeszcze bardziej wsłuchać się w słowa, poczuć ich moc i przekaz. Poezję śpiewaną często można usłyszeć przy ogniskach, imprezach plenerowych, różnego typu obozach, przeważnie słucha jej młodzież, choć nie tylko. Ludzie, którzy dorastali przy ciepłym głosie Martyny Jakubowicz, albo ostrych tonach Jacka Kaczmarskiego, dalej lubią przyjść na koncert, usiąść w kątku i powspominać stare, dobre, młodzieńcze czasy.

Na koncert do pubu

Wiele zespołów, bądź amatorów dobrej i czasem mocnej muzyki, otwierają puby, w których oprócz piwa serwuje się dobrą muzykę. Jest to sposób nie tylko na przyciągnięcie klientów, ale pewnego rodzaju wyróżnienie się z tłumu innych lokali. Ludzie faktycznie lubią przyjść, napić się piwa i posłuchać swojej ulubionej muzyki live. Możemy zapraszać bardziej i mniej znane gwiazdy. Czasem debiutanci, bądź lokalne zespoły, dają lepszy koncert, a publiczność się lepiej bawi. To od nas zależy jakiego rodzaju muzykę będziemy organizowali w naszym klubie. Jeśli mamy dużą scenę i dużo miejsca dla publiczności, możemy organizować koncerty rock, metal, czy coś równie ostrego. Możemy też fokusować się na jazz, albo muzykę country, choć z tą ostatnią lokali jest bardzo mało. Koncerty przeważnie organizowane są raz w tygodniu, najczęściej w piątki albo w soboty. Bilety są tańsze niż na normalny koncert, choć i gwiazdy są mniejszego formatu.

Dla tych, którym nie jest za głośno i nie mają akurat ochoty na koleżeńskie plotki czy pogaduszki, taki koncert może być dobrym oderwaniem się od rzeczywistości. Dobry klimat, zwłaszcza jeśli pub jest zorganizowany na przykład w jakiejś starej wieży, albo w piwnicy, gdzie przy blasku świec, bądź specjalnym oświetleniu, widzimy tylko półmrok i zarysy ludzi na scenie, a wszędzie wokół nas rozbrzmiewa kawał dobrej muzyki. O bilety na taki koncert przeważnie musimy się starać dużo wcześniej, ilość miejsca i stolików w pubie jest zawsze ograniczona, a ponadto ceny też nie są wygórowane, dlatego kto pierwszy ten lepszy. Na takich koncertach, jeśli jest ktoś bardziej znany, szybciej możemy dostać autograf, zrobić sobie z gwiazdą zdjęcie, czy po prostu porozmawiać. Kameralny klimat wymusza bowiem też rodzinną, bardziej swojską atmosferę, dlatego warto nie przegapić takiej okazji, zwłaszcza jeśli mamy blisko do takiego pubu. Przy odrobinie szczęścia trafimy nie tylko na świetną zabawę, ale być może spotkamy swojego idola, albo nawet zaśpiewamy razem z nim swój ulubiony kawałek.

Gdzie posłuchamy jazzu

Jazz jest bardzo specyficznym rodzajem muzyki, dlatego chyba najbardziej pasuje do niego określenie, że można go kochać albo nienawidzić, ale nigdy nic po środku. Wzbudza w ludziach skrajne emocje, zarówno uwielbienie, jak i złość. Przywędrował do Europy zza wielkiej wody i jest połączeniem stylu ludowego z korzeniami afrykańskimi z muzyką europejsko – amerykańską. Wiele utworów i kompozycji jazzowych, to przede wszystkim wolna interpretacja i przelewane uczuć w muzykę ich kompozytorów. Jazz to przede wszystkim muzyka, mało śpiewu i tekstów. Można by chyba nawet rzec, że chyba bardziej klubowa niż koncertowa, bo częściej dobrego jazzu, nawet w Polsce, można posłuchać w niektórych pubach i lokalach. I tu zaczyna się prawdziwa uczta dla uszu. Jazz słuchany w radio czy telewizji, nie oddaje tylu emocji, co jazz grany w pubie, w kameralnej atmosferze, w blasku świec, gdzie panuje absolutna cisza, a tylko dźwięki płynące z saksofonu wypełniają całą salę. Jazz więc potrzebuje dobrej akustyki, specyficznego klimatu i wtedy można się w nim zakochać. Jeśli natomiast posłuchamy go w telewizji, to w połączeniu z dźwiękami codzienności, będzie nas tylko rozpraszał i denerwował.

Jeszcze parę lat temu, jazz grywany był tylko w większych miastach, trzeba było jechać ekstra do Warszawy, Poznania czy Katowic, by posłuchać dobrych gwiazd i ciepłych brzmień saksofonu, czasem w połączeniu z klarnetem i skrzypcami. Dzisiaj, nawet w małych miastach spotkamy jazzowe knajpki, gdzie są organizowane nie tylko koncerty live, ale także sami możemy przyjść z własnym instrumentem i zagrać coś dla publiczności. W takich knajpkach, kiedy artyści odpoczywają, bądź koncertów nie ma, w dobrej akustyce posłuchamy pianina czy saksofonu ze starej płyty. Taka muzyka puszczona gdzieś w tle, jakby w oddali, animuje do spotkań, intymnych rozmów, czy wspomnień ze starą paczką przyjaciół. Warto więc czasami, oderwać się od innych stylów i pozwolić by jazz rozkochał nas w sobie na dobre.

W letnich tonach rocka

Każdy komu w duszy rock gra, zna Jarocin. Nie jednak jako miasto, ale głównie jako miejsce koncertów, organizowanych co roku. Wspaniała plenerowa impreza, dla wszystkich którzy lubią i te mocniejsze i te słabsze rockowe brzmienia. Trzy dni świetnej zabawy, z dala od domu, cywilizacji i centrum wielkich miast. Za to na łonie natury, z plecakiem, pod namiotem i przez cały czas spora dawka dobrej muzyki. Co roku do Jarocina zjeżdżają tłumy młodych i nieco starszych ludzi, którzy potrzebują trochę więcej dawki adrenaliny, mocniejszych brzmień czy po prostu posłuchać swoich idoli na wielkiej scenie. A gwiazd nie brakuje. Każdego roku swoją obecnością koncertowiczów zaszczycają wielkie gwiazdy. W tym roku, był jubileusz, czyli 30 lat organizowanych koncertów Jarocina live. Nie zabrakło Pidżamy Porno, Komy, Cory Jackowskiej wraz zespołem Maanam, oraz kultowych TSA czy Dezertera. Bez względu na pogodę, ludzie bawią się znakomicie, mogą śpiewać razem z gwiazdami swoje ulubione kawałki, dla tych, co bardziej potrzebują doznać i przeżyć, pod sceną jest miejsce na małe i większe szaleństwa typu pogo. Jarocin ma nie tylko więc swoją historię, ma też popkulturę.

To właśnie tam zobaczymy przegląd mody pankowej i rockowej, pełno agrafek wpiętych gdzie się da, dredy na włosach czy obcisłe spodnie i wysokie buty. Jednak nie musi się to od razu kojarzyć z najgorszym. Doświadczenie, historia i fakt, że to już 30 taki festiwal pokazują, że ci ludzie też potrafią się bawić. Oczywiście nie obchodzi się bez burd, awantur czy pojedynczych ekscesów, jednak jak to na każdym koncercie, zwłaszcza na takim, gdzie jest plener, ludzie nocują w namiotach, a w między czasie przez wszystkich przelewa się morze alkoholu. Można się tam znaleźć raz i więcej nie chcieć, może atmosfera wolności, spontaniczności, wspólnych łaźni, czy zapachu ludzkich odchodów, nie każdemu odpowiadać, jednak są tacy co jeżdżą tam co roku i są stałymi bywalcami takich koncertów. Czekają niecierpliwie aż nadejdzie ta wysoka data, biorą plecak, wałówkę i pociągiem ruszają na trzydniowe oblężenie Jarocina.

Metallica – urok i styl czy komercja

Mało jest na świecie takich zespołów, które uparcie przez 20, albo i nawet 30 lat, tworzą muzykę, gdzie każda płyta, każdy koncert i każdy nowy utwór jest mocno powiązany z sukcesem. Metallica właśnie do takich należy. Mocna metalowa muzyka, połączona z dobrym brzmieniem głosu wokalisty, do tego bardzo spektakularne teledyski, videoclipy i oczywiście koncerty, przyciągają nowych fanów i wciąż trzymają przy sobie tych starych, cały czas wiernych. Zdecydowanie nie można nie wspomnieć o pięknych, nie jednej kobiecie, wyciskających łzy z oczu, balladach metalowych, których Metallica także ma na swoim koncie bardzo wiele. Gdzie tkwi sedno sukcesu? Czy Metallica jest typowym zespołem tak zwanych szarpidrutów, czy może znalazła sposób na komercyjne granie, ale pod dobrą metalową przykrywką? Trudno to dzisiaj jednoznacznie ocenić. Metallica jest weteranem, faktycznie każda jej płyta jest naznaczona sukcesem, bilety na koncerty są drogie, a ludzie czasem jadą nawet 1000 km żeby posłuchać ich live. Jednak zdecydowanie fanowi prawdziwego, ostrego metalu, takiego, co nie często możemy usłyszeć na komercyjnych stacjach zarówno radiowych jak i telewizyjnych, nie są fanami Metallici, dla nich granie Jamesa Hatfielda i jego bandu to czysta komercja, nie mająca nic wspólnego z metalem.

Jednak sięgając do historii, James w latach 80 chciał założyć zespół na przekór amerykańskim trendom, chciał grać metal, by coś udowodnić. Z podwórkowego zespołu, stali się szybko sławni, są nimi do dzisiaj. Dziś brzmienia Metallici są o wiele łagodniejsze, słychać w nich nie tylko metalowe rwania strun, ale też rock, lub hart-rock. Można więc pod tym łagodniejszym wydźwiękiem, wyczuć ton komercji, grania pod publikę, dla większego grona odbiorców, tak by nie ograniczać się na jedną popkulturę. To jednak nie przeszkadza tworzyć czegoś wyjątkowego, bo trzeba przyznać, że Metallica wciąż odznacza się na tle innych zespołów zawsze czymś nowym, bardziej oryginalnym i ponadczasowym.