Czy warto – Reggae nad Wartą ?

Gorzów Wielkopolski, jedno z dwóch miast wojewódzkich, województwa lubuskiego, według OBOP u -statystycznie to tutaj jest najwięcej emerytów i rencistów w Polsce.
Miasto zdawać by się mogło, senne, bez polotu i pomysłu na własny, rozpoznawalny styl.
Niemniej jednak to tutaj właśnie w latach osiemdziesiątych miał największy w Polsce i całej Europie bodaj, festiwal muzyki reggae.
W latach osiemdziesiątych, wraz z początkiem ów festiwalu, ukazali się na muzycznej jego scenie ówcześni czołowi wykonawcy w rodzaju – Gedeon Jerubbal, Niepodległość Trójkątów, Izrael, Ro-kosz, R.A.P i Daab…Wydawano wówczas także, jak na owe czasy kuriozum, festiwalową gazetkę, pod tytułem „Spojrzenia”, znawcy reggae określali ów festiwal fenomenalnym zjawiskiem na mapie kulturalnej Polski. Niestety po kilku latach świetności festiwal znikł, reaktywowano go dopiero w roku 2005, od tamtej pory odbywa się nie przerwanie. Jednak wadą festiwalu tego jest małe jego nagłośnienie w mediach, a przede wszystkim fakt iż odbywa się w cokolwiek „zrujnowanym” amfiteatrze. Co w zasadzie czyni go mało atrakcyjnym dla widowni zamiejscowej. Dowodem na małą atrakcyjność tego miejsca jest fakt że, odbywający się w tym amfiteatrze onegdaj festiwal muzyki Romskiej, również przeniesiono do Ciechocinka.

Drugim argumentem jest fakt że, mający się odbyć, jakiś czas temu na tym obiekcie koncert amerykańskiego artysty 50 cent, też poniósł porażkę, z powodu małej sprzedaży biletów, w efekcie koncert odwołano, artysta zniesmaczony wrócił do Stanów. Nadchodzą wybory samorządowe, może warto aby ludzie którzy chcą słuchać innej muzyki niż Jazz w Gorzowie, z której Gorzów słynie, poszli na wybory do urn, aby wystawić włodarzom żółte kartki. Żółte kartki za brak obiecanego od lat remontu i unowocześnienia amfiteatru. Albowiem pieniądze są niezbędne na kulturę, a nie tylko pomniki i jedyne w całej Polsce „schody do nikąd” stojące opodal amfiteatru, albo wieżę widokową Dominata, która jest nieczynna.

Disco polo światowym hitem i kiełbasą wyborczą zarazem.


Swego czasu stacje telewizyjne, zwłaszcza Polsat, były pełne od rana – do wieczora muzyki Disco Polo, swoistego Polskiego wynalazku. Może ta muzyka nie była i nie jest wysokich lotów, ale miała wielu fanów, jako ze łatwo wpadała w ucho. Niemniej stało się tak że po kilku latach, pod naciskiem dużych wytwórni muzycznych, usunięto Disco Polo z ekranów telewizorów, wstawiając w to miejsce równie puste jak bęben tatarski blondynki.

Aż po kilku latach przyszło wielkie BOOM! Otóż najlepszy jak na ów czasy zespół disco polowy – BayerFull , odniósł sukces na skalę światową, albowiem występując na Expo w Chinach, tak się spodobał, że w efekcie podpisał kontrakt jakiego jak dotąd nie udało się osiągnąć żadnej z lansowanych przez gigantyczne wytwórnie muzyczne, polskich gwiazd muzyki rockowej, „szczęki im tak opadły” nawet o tym zapomnieli wspomnieć.

Sześćdziesiąt pięć milionów płyt! To nawet nie jest złota, ani platynowa płyta – to już uniwersum dla wielu pozostałych Polskich artystów. Widać sukces komercyjny, w każdym biznesie opiera się na najprostszych rozwiązaniach własnych, nie na małpowaniu ameryki.

Z drugiej jednak strony warto dodać, iż wokalista i zarazem lider zespołu BayerFull – Sławomir Świerzyński , z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego, kandyduje na radnego do sejmiku Wojewódzkiego, w województwie mazowieckim. Śpiewając na wiecach wyborczych wraz ze swoim zespołem, zachęca do głosowania na niego.

Ale czyż nie jest to przysłowiowa kiełbasa wyborcza jedynie? Chociaż z drugie strony, ktoś kto osiągnął własnym sumptem taki sukces komercyjny, na skalę nie tylko Polską, ale przede wszystkim światową, nie byłby najlepszym kandydatem na włodarza województwa?

Zapewne tak, niemniej trudno będzie pogodzić najbliższą trasę koncertowa zespoły w Chinach z pracami i obradami sejmiku, niemniej warto dać im szansę. Przykłady należy brać z tych co robią swoje, odnosząc sukcesy też prywatne, a nie od tych co pierdzą w stołki.

Klasyka i nowoczesność.



Od niepamiętnych już czasów muzyka oraz właśnie taniec towarzyszyły człowiekowi w każdym jego kultury aspekcie. Wszelakie wykopaliska archeologiczne, jednoznacznie nam pokazują nam że pierwszym” instrumentem” muzycznym był – zwyczajnie ludzki głos. Dopiero później, z upływem czasu człowiek tworzył z mozołem prymitywne przedmioty muzyczne, które wydobywały, mniej lub bardziej sensowne i znośne dla uch ludzkiego dźwięki. Znana nam muzyka rozwijała się przede wszystkim w starożytnych cywilizacjach Egiptu, Chin, Indii, Izraela, Grecji oraz starożytnym Rzymie, aczkolwiek nie jest to sztywną regułą – odstępstwami jest muzyka Indian amerykańskich, ludów celtyckich, itp.. Tam to bowiem, muzykę zaczęto starannie komponować i zapisywać, tym to sposobem, późniejszy nauczyciel muzyki, etyki przekazywał ją swoim uczniom .

Powstawały pierwsze uczelnie muzyczne. Po dziś dzień istnieją liczne plemiona, które wykorzystują muzykę swoich przodków do różnych obrzędów i rytuałów, należą do nich plemiona Papuasów.
Na nas, duży wpływ miała muzyka rock and roll -owa z lat sześćdziesiątych ,która przywędrowała do Polski z USA i Wysp Brytyjskich. Polską odmianą rocka jest big beat ,charakteryzujący się mocnym rytmem, prostym tekstem i głośnym wokalem opartym na kilku akordach gitarowych. Ojcem polskiej muzyki rockowej uznaje się Franciszka Walickiego, a pierwsze zespoły bigbitowe to Rhytm and Blues i Czerwono Czarni. Czerwono Czarni wylansował dużo przebojów ,które zdobyły nagrody na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Wielu z nas nuci piosenki śpiewane przez Katarzynę Sobczyk i Karin Stanek O mnie się nie martw ,Nie bądź taki szybki Bill, Trzynastego.
Każdy ma swoją wybraną muzykę i ulubione utwory, a również często tworzymy sami śpiewając coś wstając rano zażywając porannej toalety. Jesteśmy muzykalni ,tylko nie zawsze wierzymy w swoje predyspozycje. muzyka i jej towarzyszka taniec dają nam radość i lekkość ,to ona sprawia że kłopoty i zmartwienia znikają.

Gwiazdy jednego dnia i koncertu ?

Co jakiś czas media – telewizje starają się uraczyć widzów programami w rodzaju X – factor, Idol, czy choćby ostatnim „śpiewaj i walcz”. Zdania na temat owych programów są podzielone, albowiem praktycznie telewizję interesuje jednorazowe show, dlatego też dawne gwiazdy i celebryci, którzy wygrali ów rywalizacje – dziś de facto zniknęły ze sceny.
Pozostali jedynie ci dla których muzyka stanowi sedno i sens ich życia, a nie tylko zaistnienie.
Ot, choćby przykładowa zwyciężczyni jednej z edycji Polsatowskiego Idola – Alicja Janosz, i co z tego że wygrała, ale już o niej zapomniano. Nie ma jej płyt, koncertów i występów.
Niemniej osoby które zajęły drugie i trzecie miejsce, po dziś dzień występują, koncertują i wydają płyty, z roku na rok lepsze i popularniejsze. Osoby ów to w szczególności Ewelina Flinta – która obecnie nagrywa płyt wespół z najznamienitszymi diwami polskiej muzyki, jak Krystyna Prońko, itp. Ponadto dziewczyna jeździ po Polsce i koncertuje wraz ze swoim zespołem. Drugim takim artystą jest Szymon Wydra, którego widać nieco mniej w mediach, aniżeli Ewelinę Flintę ale też występuje.

Coś widocznie jest na rzeczy, że sztuka wymaga ćwiczeń, a nie jednorazowego fartu. Powiadają znawcy rozmaici, że The beatles osiągnęli sukces nie dlatego, że grali jak grali, ale właśnie dlatego że nieustannie ćwiczyli grając, żyjąc muzyką 24 godziny na dobę, zwłaszcza w klubach niemieckiego Hamburga. To dopiero doprowadziło ich do perfekcji, dlatego nie zniknęli ze sceny, jak wielu innych.
Identycznie sprawa ma się z owymi konkursami talentów w telewizjach, niestety w showbiznesie jest tak, że sam talent to za mało by się utrzymać w tym.
Dzięki talentowi można, owszem zaistnieć ale już utrzymać się, można jedynie uporem, konsekwentnością i ćwiczeniami. Artystka jaką jest Ewelina, ćwiczyła latami w Żarskim domu kultury, potem na przystankach Woodstock, teraz ustawicznie koncertuje po Polsce.
To sprawia że jej gwiazda wraz z końcem Idola, nie zagasła.

Okrągły jubel jazzu .

Rok 2010 to z definicji okrąglutka suma, ale tym razem jest to też jubileusz trzydziestolecia istnienia i działania Gorzowskiego klubu Jazzowego „pod filarami”. Jest to jedne z najzacniejszych klubów jazzowych w zachodniej Polsce, występują i występowały tam największe tuzy światowej muzyki jazzowej.
Na liście artystów znajduje się Jan ptaszyn, Urszula Dudziak, Śmietana, czy Krystyna Prońko – która swoją drogą jest rodowitą Gorzowianką.
Klub ma też swoich młodych następców / wychowanków niejako, jak Adama Bałdycha, bardzo młodego, acz wybitnie utalentowanego skrzypka, stypendystę miasta Gorzowa, uznanego zdaniem jury, za najlepszego instrumentalistę V Ogólnopolskiego Przeglądu Zespołów Jazzowych – Gdynia. Trofeum zawdzięcza zespołowi Up to Date, którego to zespołu jest on liderem niepodzielnym.

Chłopak wraz z zespołem koncertuje w Polsce z uznaniem, ale także w Stanach Zjednoczonych, miedzy innymi na zaproszenie Brada Terry.
Szczególnym powodem do dumy ów klubu jest też opracowanie książkowe – ,,Monografia Jazz Clubu ,,Pod Filarami” w Gorzowie Wielkopolskim” , spisane piórem Doroty Frątczak, autorki i fanki jazzu. Na obwolutach okładki owego dzieła antologicznego widnieje reprodukcja plakatu ,,Miles Lives!” , ukazująca oblicze legendarnego Milesa Davisa, który jest de facto nieodzownym symbolem samego klubu Gorzowskiego.
Ksiązka ów wyszczególnia, nie tylko minione już trzydzieści lat działalności jazz – klubu, lecz również same początki – do zarania niejako Filarów z lat sześćdziesiątych, wraz z narodzinami samej tradycji jazzu w mieście Gorzów, sięgającymi lat pięćdziesiątych, ubiegłego wieku. Sam koncert jubileuszowy trzydziestolecia działania klubu, będzie miał miejsce 27 listopada, koncertem pod tytułem Gorzów Jazz Calebrations, uświetnią go prócz szampana, gwiazdy w zespole i osobach : Klaus Doldinger’s PASSPORT – czyli
Klaus Doldinger, Peter O`Mara, Michel Horneck, Patric Scales, Biboul Darouiche, Ernst Ströer, Christian Lettner, zapraszamy.

Imprezy pełne śmiechu.

Satyra, a wraz z nią powstające kabarety wielokrotnie, na przekór szarej rzeczywistości, pokazują w krzywym zwierciadle nasze wady, zalety – takie jak i strach oraz odwagę. Ta jedna z rozlicznych dziedzin rozrywki, skupia w sobie tylko znanym kręgu, zarówno amatorów, jak przede wszystkim profesjonalistów. Dla dobra ogólnego, jako że śmiech jest dla wszystkich bardzo potrzebny, dla zdrowego rozsądku, by nie zbzikować. Gdy jesteśmy zdrowi zajęci codziennymi sprawami zapominamy o prostej czynności jaką jest uśmiechanie się. W momencie choroby ,w osłabieniu brakuje radości, dlatego jest wiele osób które podejmują ten trud rozweselania, rozbawia innych, punktując rozliczne niedociągnięcia.
Jedną z prowokacji, są organizowane imprezy, tam można pokazać na co nas stać. Taką imprezą są castingi do różnych programów ,takich jak Zabij Mnie Śmiechem. Pierwsze castingi odbyły się w Zielonej Górze dnia 3 września 2010 roku w klubie Kawon.

Między godziną piętnastą a dwudziestą ,odbywał się występ poszczególnych osób ,jak i zespołów kabaretowych ,którą oglądała i oceniała publiczność. Do Zielonej Góry zjechało się wiele osób z całej Polski. Przypatrując się im, wydawało mi się że każdego zjada trema. Tak też było ,ale Tomasz Kamel i Maryjusz Kałamaga świetnie pomagali nowicjuszom w przezwyciężeniu strachu. Publiczność również była wspaniała ,to dzięki niej każdy występujący na scenie poczuł się jak ryba w wodzie i płynęli.
Najbardziej podobał mi się występ Ślimaczka o wyjątkowym numerku 118,który pokazał że z flegmatycznego mięczaka przeobraża się w twardziela. Dzięki niemu wiem że wszystko jest możliwe ,a strach ma wielkie oczy. Sami tworzymy przyszłość i my wybieramy drogę którą podążymy, szkoda że często bywa tak iż wątpimy i uciekamy od przeznaczenia.
Oby częściej odbywały się takie imprezy jak ta, gdzie kultura i zabawa wychodzi na przeciw nam wszystkim. Dzięki takim spotkaniom mamy poczucie pewności ,że śmiech będzie towarzyszył nam zawsze i wszędzie.